user_mobilelogo

Powołanie

nasza praca - grafika losowa

Image6.jpg

Zapraszamy

wieczernik modlitwy

Najbliższe Spotkanie
8 stycznia
(2-gi poniedziałek miesiąca)
18:00 RÓŻANIEC i ADORACJA
19:00 MSZA ŚW.

Film o S.Konsolacie

 

Razem z nami

Odwiedza nas 25 gości oraz 0 użytkowników.

Z rodziny ateistów za klauzurę
Niewiele wiemy o życiu Mieczysławy Kowalskiej. Urodziła się w 1902 roku. W rodzinie ateistów. Jej ojciec i brat byli zaangażowani w gwałtownie rozwijający się ruch socjalistyczny, którego filozoficzna podbudowa negowała istnienie Boga. Mimo takiej sytuacji młoda Mieczysława prowadziła, być może wspierana przez matkę, głębokie życie duchowe. W wieku 13 lat przystąpiła do Komunii Świętej, 5 lat później przyjęła bierzmowanie. Należała w tym czasie do wielu bractw, m. in. Szkaplerza Niepokalanego Poczęcia, Serca Jezusowego, Żywego Różańca, Arcybractwa Straży Honorowej, Apostolstwa Chorych oraz kilku innych. Na początku lat dwudziestych jej ojciec z częścią rodziny, prawdopodobnie z pobudek politycznych, wyjechał do Związku Radzieckiego. W tym samym czasie, w 1923 r., Mieczysława zapukała do furty klasztoru klarysek kapucynek w Przasnyszu, w tym czasie jedynego w Polsce. Główną motywacją życia za klauzurą było pragnienie zadośćuczynienia Bogu za niewiarę własnej rodziny. Otrzymała imię Marii Teresy od Dzieciątka Jezus. Pierwsze zakonne śluby złożyła w 1924 r.

Cicho, cichusieńko…
Życie zakonne siostry Teresy było głęboko naznaczone kontemplacją Jezusa Ukrzyżowanego. Podczas procesu beatyfikacyjnego jedna z sióstr powiedziała, że Teresa na krzyżu w swojej celi napisała: Cicho, cichusieńko, bo mój Jezus kona. Siostry, które pamiętały Teresę, wspominały że była ona cicha, delikatna, pokorna. W stosunku do sióstr życzliwa, wrażliwa na ich potrzeby, wielkoduszna, cierpliwa i opanowana. Siostra Salomea, zapamiętała Teresę jako osobę o naturalnym poczuciu piękna, promieniującą wewnętrzną urodą i radością życia. Jakby na przekór takiemu obrazowi, błogosławiona sama siebie nazywała Teresisko. Swoje obowiązki, mimo słabego zdrowia, wykonywała gorliwie i z radością. Nic więc dziwnego, że w przasnyskim klasztorze pełniła coraz liczniejsze i odpowiedzialne funkcje – była furtianką, zakrystianką, bibliotekarką by później objąć funkcję mistrzyni nowicjatu i dyskretki (czyli siostry wchodzącej w skład zarządu klasztoru). Wydaje się, że jej życie płynęło według słów, które napisała na krzyżu – cicho, cichusieńko… Jedna z sióstr powiedziała, że życie Teresy było „tak nadzwyczajne w swej zwyczajności, że nie ma co o nim powiedzieć”. Tak napisała o niej s. Klara, klaryska z Ostrowa Wielkopolskiego: Czy jej milczenie, ukrycie, było wyborem? Początkiem ofiary? Chyba tak. Już wtedy, w murach klauzury, znikała, spalała się w Bogu: furtianka, zakrystianka, bibliotekarka – życie ukryte z Chrystusem, tak bardzo, że po latach pozostały zaledwie okruchy wspomnień. Nikt jej nie podpowiedział, aby pisała „dzieje duszy”.

Aresztowanie
Wojska niemieckie, ze względu na niewielką odległość od ówczesnej granicy, były w Przasnyszu już 4 września. Rozpoczął się czas okupacji, w którym siostry dzieliły trudny los okolicznej ludności. Brakowało najpotrzebniejszych artykułów, żywności i opału. Adwent 1939 r. rozpoczął się w klasztorze kapucynek od rewizji niemieckich żołnierzy. Zima upłynęła pod znakiem ogromnych mrozów. Mniszkom bardzo dokuczało zimno, brakowało opału. W umiarkowanym spokoju, mimo częstych rewizji hitlerowskich żołnierzy, upłynął kolejny rok. Na początku 1941 narastała atmosfera napięcia, potęgowana nieustannie wiadomościami o nowych aresztowaniach, w tym biskupów i księży. Mniszki przeczuwały swoje aresztowanie. Dzień przed nim Teresa mówiła: Jeśli mają nas stąd wyrzucić, niech robią to prędzej, bo już nie wytrzymuję męki oczekiwania. Hitlerowcy weszli do klasztoru 2 kwietnia 1941. Aresztowali wszystkie 36 sióstr.

Obóz
Obóz koncentracyjny w Działdowie (KL Soldau) był jednym z najcięższych tzw. obozów przejściowych. Przewinęło się przez niego ok. 30 000 więźniów, z czego 15 000 poniosło tu śmierć, byli to głównie Polacy. Obóz był przeludniony, panowały w nim fatalne warunki sanitarne i żywieniowe. Grupami szczególnie prześladowanymi w KL Soldau byli Żydzi, więźniowie polityczni oraz osoby duchowne. Mniszki umieszczono w celi nr 31, w koszarowym baraku na piętrze. Ich miejscem do spania były barłogi z zarobaczonej słomy. Ponieważ mniszki nie miały innych ubrań pozwolono im nosić habity. W krótkim czasie zaczął bardzo mocno dokuczać głód – więźniowie otrzymywali dwie miski kawy, kawałek często niedopieczonego chleba i trochę zupy. Tragiczne warunki sanitarne sprzyjały rozprzestrzenianiu się chorobom układu pokarmowego oraz wszawicy. Insekty wylęgały się nieustannie w brudnym, zgniłym, sianie na którym więźniowie byli zmuszeni spać.

Ja stąd nie wyjdę
Niedługo po przyjeździe do KL Soldau Teresa bardzo podupadła na zdrowiu. Odezwała się gruźlica, która zaczęła się jeszcze w Przasnyszu. W normalnych warunkach można byłoby ją złagodzić, jednak nie w obozie. 9 maja Teresa przeżyła bardzo ciężki krwotok, którego siostry nie mogły zatrzymać. Siostry wołały o pomoc, w odpowiedzi dostały trochę wody. Ktoś życzliwy przyniósł kilkanaście landrynek… Rozpoczęła się jedenastotygodniowa Golgota mniszki. Teresa z dnia na dzień opadała z sił. Po pewnym czasie nie mogła już się poruszać. Na wychudzonym ciele mniszki szybko pojawiły się odleżyny. Siostry starały się ulżyć w cierpieniach Teresy wszelkimi możliwymi sposobami. Postępująca choroba dawała się jej jednak coraz bardziej we znaki. Miała coraz większe problemy z oddychaniem, dusiła się. Leżąc na ziemi nieustannie wdychała kurz unoszący się z roztartej słomy z sienników. Tragiczne w skutkach okazywały się dezynfekcje przeciwko tyfusowi – rozpylany proszek chlorkowy powodował bardzo bolesne podrażnienie dróg oddechowych i płuc. Siostra Teresa cierpiała cichusieńko. Nie skarżyła się, była pełna pokoju. Przygotowywała się na spotkanie z Oblubieńcem. Kilka dni przed śmiercią odnowiła profesję zakonną. Kiedy oddawała swojej przełożonej obrączkę, krzyżyk profesyjny i brewiarz powiedziała: Ja stąd nie wyjdę, swoje życie poświęcam, żeby siostry mogły wrócić.

Czy to już?
Agonia mniszki rozpoczęła się w nocy 24 lipca. Ustał kaszel, Teresa oddychała coraz ciężej. Około północy Teresa spytała czuwającą przy niej siostrę: czy to już? Obudzone siostry odmawiały różaniec, zgromadzone wokół umierającej. Teresa trzymała na piersi ulubiony obrazek Matki Bożej Fatimskiej, szeptała: Tak długo?… Gdzie mój różaniec?… Jej ostatnimi słowami były: Przyjdź, Panie Jezu! Odeszła 25 lipca, o 3:30 w nocy. Siostry przygotowały ją do pochówku. Na jej głowie umieściły wianek z mleczów. Siostry modliły się, a żandarmi zaglądali do wewnątrz celi. Dopiero o 15 wyniesiono ciało Teresy. Spoczęła w jednej z masowych mogił, niedaleko Działdowa. Jej ciała nigdy nie odnaleziono. Niespełna dwa tygodnie później pozostałe mniszki zostały zwolnione z obozu i przewiezione w okolice Suwałk, skąd po wojnie mogły wrócić do Przasnysza. Ofiara Teresy ocaliła polskie kapucynki, żadna z nich nie zginęła w obozie.

br. Szymon Janowski OFM Cap.
za Klerykat i Juniorat Braci Mniejszych Kapucynów